Leczenie schizofrenii w Polsce czyli smutna prawda o polskiej psychiatrii

Niedawno obchodziliśmy Dzień Dziecka. Dla mnie to jedno z ważniejszych świąt w roku, ustanowione przez ONZ dla upowszechnienia ideałów i celów dotyczących praw dziecka zawartych w Karcie Narodów Zjednoczonych. Prawa dziecka w krajach rozwiniętych takich jak Polska wydawałoby się, że mają się dobrze. Jednak osobiście przekonałam się o tym, że są one łamane.

Mój młodszy brat został zdiagnozowany na schizofrenię będąc dzieckiem. Miał wtedy niespełna 13 lat. W swoim życiu zaliczył szereg hospitalizacji. Często odwiedzałam go w pediatrycznych szpitalach psychiatrycznych będąc świadkiem różnych nieprawidłowości zachodzących w dziecięcej psychiatrii. O jakich nieprawidłowościach piszę? Po pierwsze: fatalne warunki uwłaczające godności ludzkiej. W polskiej psychiatrii wygląd szpitali woła o pomstę do nieba. Przypominają one warunki więziennictwa. Porównywałabym je wręcz do obozów koncentracyjnych. Po drugie: przepełnienie szpitala. Czasem zdarzało się, że z powodu braku miejsc na sali mój brat musiał przebywać na korytarzu. Po trzecie: samo podejście personelu lekarskiego do pacjenta. Abstrahuję już od tego, że nie każdy lekarz wykonujący zawód psychiatry do tego się nadaje. Główną bolączką polskiej psychiatrii jest dla mnie fakt, że w toku leczenia kładzie się nacisk na niemal wyłącznie farmakoterapię. Każda hospitalizacja to ładowanie ogromnych dawek leków psychotropowych i uspokajających. Ma to swoje uzasadnienie, jest potrzebne do opanowania psychozy. Jednak często dawki podawanych benzodiazepin są przesadzone, podobnie jak praktyki zapinania pacjenta w pasy.
Hospitalizacja, często jest niepotrzebnie wydłużana, a dzieje się dlatego, że NFZ płaci od pobytu pacjenta w szpitalu przez określoną ilość dni. Zatem żeby szpital dostał więcej pieniędzy na leczenie pacjenta, pacjent musi ,,przeleżeć” dany okres czasu. Psychoterapia jest praktycznie pomijana w trakcie hospitalizacji.
Nie mówiąc już o ,,podkręcanych” rozpoznaniach choroby oznaczanej kodem ICD F20, czyli schizofrenii. Psychoza może być stanem przejściowym, jednorazowym, wywołanym przez różne czynniki. Wymaga ona leczenia, po takim incydencie potrzebnie jest branie leków psychotropowych. Nie są to tanie leki, jednak są refundowane w przypadku rozpoznania F20. Psychiatrzy często zatem ,,naciągają” rozpoznanie, żeby pacjent nie musiał płacić kosmicznych cen za leki.
Leki psychotropowe nie pozostają obojętne dla organizmu. Nawet te nowszej generacji powodują szereg objawów niepożądanych takich jak przyrost masy ciała czy rozwój zespołu metabolicznego.
Przez wiele lat zażywania leków psychotropowych przez mojego brata byłam świadkiem jak zmienia się jego fizjonomia. Z bardzo szczupłego chłopca zmienił się w otyłą osobę. Jednak najstraszniejsze dla mnie były objawy pozapiramidowe wywołane zażywaniem tych leków. Czym są takie objawy? Są to różne zjawiska niepożądane, u mojego brata wystąpiły: dystonie (skurcze mięśniowe), akatyzja (pobudzenie ruchowe), późne dyskinezy (nieregularne gwałtowne ruchy). Z czasem wystąpiła też nadmierna potliwość i nietrzymanie moczu.

Przez długi czas bardzo przeżywałam każdą hospitalizację mojego brata. Niektóre z nich były dla mnie wręcz traumatyczne. Przykładem był pobyt mojego brata w szpitalu w Stargardzie Gdańskim. Byliśmy wtedy całą rodziną nad morzem, kiedy brat dostał ataku psychozy. Właśnie w szpitalu w Stargardzie Gdańskim miałam do czynienia z łamaniem praw dziecka.
Zainteresowanych tematem odsyłam do artykułów na ten temat w internecie, podaje przykładowy link do artykułu z gazety wyborczej: https://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,18401367,oddzial-chorych-ze-strachu.html

Pamiętam jak na studiach na zajęciach z medycyny rodzinnej prowadząca powiedziała zdanie: ,,nie wszyscy na medycynę idą po to, żeby pomagać. Niektórzy wykonują ten zawód z chęci krzywdzenia ludzi”. Bardzo to mną wstrząsnęło. Jak to? Przecież misją lekarza jest pomaganie pacjentom. Jednak wśród lekarzy podobnie jak w każdym innym środowisku nie ma wyłącznie empatycznych osób, zdarzają się również osoby z zaburzeniami osobowości np. narcyzi lub sadyści. Z sadystami w swoim życiu miałam do czynienia. Najlepiej by było, gdyby sadyści wykonywali specjalizacje zabiegowe. Jednak są różne oblicza sadyzmu, niektórzy czerpią przyjemność z czynienia krzywdy psychicznej drugiemu człowiekowi, nie tylko fizycznej. Zdarza się, że idą w tym celu także na psychiatrię.

Przez długi okres czasu nie mogłam się pogodzić z chorobą brata. W swoim poprzednim poście pisałam jak pewien profesor psychiatrii zgodził się ze mną że pierwotnie choroba mojego brata to nie była schizofrenia. Dało mi to nadzieję i ochotę do walki o godny byt brata w polskim społeczeństwie. Chodziłam z bratem od lekarza do lekarza, zmienialiśmy co jakiś czas leki na inne. Jedna hospitalizacja, druga, trzecia, kolejna, wszystko bez efektu. Byłam tym wszystkim bardzo zmęczona. Przyszedł dzień, w którym zwyczajnie się poddałam i straciłam nadzieję, że coś się zmieni.
Było to w trakcie wycieczki z grupą wyjazdową nad morzem. Mój brat pechowo dostał rozwolnienia, nie mogliśmy znaleźć w pobliżu toalety i mój brat zwyczajnie popuścił w spodnie. Grupa wycieczkowa nas zostawiła, ludzie wytykali palcem i się śmiali widząc stan spodni mojego brata. Znaleźliśmy toaletę a potem poszliśmy do sklepu odzieżowego. Nikt nie chciał nas obsłużyć, wszędzie słyszeliśmy chichoty. Kupiliśmy nowe spodnie, a mój brat się przebrał w przebieralni. Wszystko skończyło się dobrze, ale sama sytuacja była na tyle przykra, że zwyczajnie się popłakałam. Coś we mnie pękło i od tego czasu przestałam chodzić z bratem do lekarzy.
Jak to mówią: zesraj się, a nie daj się.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *