Nostalgia dnia dzisiejszego

Dziś czuję się bardzo nostalgicznie. Choć z natury jestem małomówna, to czasem mnie bierze na rozkminki ogólnożyciowe , z którymi mam ochotę podzielić się naokoło ze wszystkimi. Stąd też pomysł na bloga. Tak też jest dzisiaj. Wspominam swój ostatni dyżur. Wyjazd w celu stwierdzenia zgonu. Pacjenci z bólami brzucha, bólami w klatce piersiowej. Zgłosił się też pacjent z rakiem prostaty z prośbą o wymianę cewnika. W worku cewnikowym była sama krew…

Piję sobie herbatę, słucham ulubionego radia RAM i huśtam się w niedawno zakupionym bujanym fotelu. I wiecie co? Czuję się mega szczęśliwa. Ja, melancholiczka, skrajnie wpadająca w depresyjne nastroje czuje prawdziwe szczęście. Bo dopiero po latach nauczyłam się doceniać chwile takie jak ta, pełne spokoju i relaksu. Ktoś kiedyś powiedział że medycyna uczy pokory. Zgadzam się z tym zupełnie! Ale uczy nie tylko pokory, uczy również cierpliwości a co najważniejsze szacunku. Szacunku do zdrowia i życia. Życia,które jest bardzo kruche.

Kiedyś wydawało mi się że tylko ja mam problemy. Że tylko mnie spotykają nieszczęścia, w stylu choroba brata, śmierć bliskiej osoby. Dopiero praca w zawodzie nauczyła mnie tego, że każdego w życiu dotykają problemy, w mniejszym lub większym stopniu. Świadomość tego była przełomowym momentem w moim życiu.

W swojej pracy stykam się ze śmiercią i cierpieniem oraz skrajną postawą wobec tych doświadczeń. Najlepszym przykładem są postawy rodzin osób zmarłych do których jeżdżę w celu stwierdzenia zgonu. Tych zgonów w swojej karierze widziałam już niemałą liczbę, wliczając w to śmierci samobójcze. Są to widoki które odbijają się mimowolnie na psychice. Człowiek oglądając śmierci czuje się po prostu stary i zmęczony. Do tego stopnia zmęczony, że samemu chce się umrzeć… taki moment mnie spotkał w życiu.

Nie wiem czy każdemu pracującemu w zawodzie w życiu przytrafił/przytafi się taki moment, mam nadzieje że nie, bo nie jest on przyjemny.

Z każdego jednak kryzysu można i trzeba wyjść, wyciągnąć wnioski i iść do przodu. Po takim kryzysie zaczyna się doceniać drobnostki dnia codziennego, w stylu relaks przy dobrej herbacie i muzyce. Dopiero po takich kryzysach człowiek zaczyna widzieć i doceniać zupełne wydawałoby się błahostki, jak np. miła rozmowa z sąsiadem. A przede wszystkim człowiek po kryzysach docenia swoją osobę, zaczyna szanować swoją psychikę, postrzegać swoją osobę w innym, lepszym świecie…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *